Po co jechać do Rzymu na kanonizację? – najlepszą odpowiedź na to pytanie dała moja Żona, która powiedziała: „Żeby dotknąć kawałka nieba”.  Na czym polegało to w konkrecie? Na spotkaniach z ludźmi wielkiego serca i ducha w miejscach, gdzie niebo styka się z ziemią.

Dzień wcześniej w Rzymie było pochmurno i deszczowo. Ranek też nie nastrajał optymistycznie. W czasach pontyfikatu Jana Pawła II nieraz zdarzało się, że wielkie celebracje z jego udziałem poprzedzała zła pogoda.