IMG 20160726 182810Ta wiadomość wstrząsnęła wszystkimi, ale szczególnie przybyłą licznie do Krakowa grupą pielgrzymów z Francji. Na kilka godzin przed oficjalnym rozpoczęciem Światowych Dni Młodzieży w niewielkiej miejscowości pod Rouen, podczas Mszy świętej został zamordowany ksiądz Jacques Hamel. Dżihadyści poderżnęli mu gardło. Napastnicy zostali zabici przez policję.

„Modlimy się w tej mszy św. za wszystkie ofiary zamachów terrorystycznych w ostatnim czasie, a w sposób szczególny módlmy się za kapłana, który poniósł dzisiaj śmierć i to podczas sprawowania Eucharystii” – powiedział rozpoczynając Mszę świętą otwierającą Światowe Dni Młodzieży metropolita krakowski kard. Stanisław Dziwisz.

To dramatyczne wydarzenie w odległej Francji unaoczniło nam jeszcze bardziej wymowę tych dni w Krakowie i to jak bardzo zmienił się świat od czasu, gdy przed ćwierćwieczem Światowe Dni Młodzieży odbywały się w Częstochowie. Wówczas spotykała się młodzież z tzw. wolnego świata (Zachód) z młodzieżą z Europy Wschodniej wychodzącej z komunistycznego zniewolenia. Dziś przewodniczący Konferencji Episkopatu Francji, abp Georges Pontier mówi, że w Polsce Francuzi mogą swobodnie wyrażać swoją wiarę.  Abp Pontier opowiadał, że we Francji panuje powszechne przekonanie, że terroryści nie mogą się powoływać na islam; z drugiej jednak coraz wyraźniej stygmatyzuje się wszystkie religie, jakby to one były źródłem wszelkiego zła.

Zwracając się do młodzieży kardynał Dziwisz zapraszał do wykorzystania tego czasu, aby spotkać się z Jezusem, którego oblicze – znane z obrazu „Jezu ufam Tobie” umieszczono na głównym ołtarzu na Błoniach.  „To On nas tu przyprowadził – mówił kardynał. - On jest obecny pośród nas. On towarzyszy nam jak uczniom podążającym do Emaus. Powierzmy Mu w tych dniach nasze sprawy, nasze lęki i nasze nadzieje. On w tych dniach nas będzie pytał o miłość, tak jak pytał Szymona Piotra. Nie uchylajmy się od odpowiedzi na to pytanie.” 

Abp Dziwisz zachęcał także młodzież, aby odkrywała Kraków. Być może jednym z takich odkryć będzie miejsce męczeństwa biskupa Stanisława na Skałce przed blisko tysiącem lat. I to w historii Kościoła się nie zmieniło. Prawda, miłość i dobro od czasów Piotra po dzień dzisiejszy żądają świadków. Dziś ci świadkowie z całego świata chodzą po ulicach Krakowa.

Wieczorem, w kościele św. Mikołaja, gdzie przebywa liczna grupa Francuzów odbyło się poruszające czuwanie, w czasie którego modlono się za zamordowanego księdza.

Franciszek na Franciszkańskiej

IMG 20160726 173137„Miał 22 lata, studiował grafikę i porzucił pracę, by być wolontariuszem ŚDM. I wszystkie te rysunki na flagach są jego.” Chyba nikt z młodych pielgrzymów zgromadzonych pod słynnym papieskim oknem nie przypuszczał, że Franciszek będzie mówił o zmarłym młodym artyście Macieju Szymonie Cieśli.

Maciej był grafikiem, włączył się w prace Komitetu Organizacyjnego SDM. W listopadzie ubiegłego roku zdiagnozowano u niego raka. Amputowano mu nogę. Jego wielkim marzeniem było żyć podczas wizyty Franciszka w Polsce. Zmarł 2 lipca.

„Powinniśmy się przyzwyczaić do dobrych i złych rzeczy – kontynuował papież. -  Życie jest takie, kochani młodzi. Ale jest jedna rzecz, w którą nie powinniśmy nigdy wątpić - wiara tego chłopaka, tego naszego przyjaciela, który pracował tyle dla tych ŚDM. Ta wiara zaprowadziła go do Jezusa i teraz jest w niebie, patrząc na nas. To jest wielka łaska - powiedział Franciszek.

Drugi dzień Światowych Dni Młodzieży i pierwszy dzień pobytu papieża w Krakowie oparł się o dwa miejsca – historyczny Wawel i ogarniętą młodzieńczym entuzjazmem Franciszkańską.

Ważne słowa padły z ust Ojca Świętego już w czasie spotkania z władzami RP na zamku. Były to słowa wielkiego szacunku dla pamięci historycznej charakteryzującej nasz naród połączone z troską o tych młodych Polakach, którzy emigrują szukając godnych warunków życia. Były też niezwykle ważne słowa o podstawowym dowodzie troski o godność ludzką, jakim jest szacunek dla życia człowieka od poczęcia do naturalnej śmierci. Wawel to także katedra, gdzie Ojciec Święty spotkał się z Episkopatem Polski. Długą chwilę spędził Franciszek na modlitwie przed dwiema relikwiami. Tej historycznej – św. Stanisława, patrona ładu moralnego, patrona (obok św. Wojciecha) Polski i... tej współczesnej. Kropla krwi św. Jana Pawła II w relikwiarzu w formie otwartej księgi Ewangelii spoczywa bowiem tuż pod relikwiarzem św. Stanisława.

Nieraz wspominany w tym pierwszym dniu papieskiej pielgrzymki św. Jan Paweł II nie wyobrażał sobie wizyty w Krakowie bez modlitwy w katedrze. Tu spoczywa młodziutka święta królowa Jadwiga, nasi wielcy królowie i narodowi wieszcze. Jego śladem poszedł Franciszek. Dlatego już po wszystkich spotkaniach oficjalnych ukazał się w oknie. Zgromadzona przed nim młodzież już nie tylko z Polski, ale z całego świata posłuchała opowieści o ich rówieśniku, który w sposób dosłowny poświęcił swoje życie dla tego dzieła, które nazywa się Światowymi Dniami Młodzieży. Historia ta była wymagająca, a jednocześnie pełna nadziei. Życie spotkało się ze śmiercią, przeszłość z przyszłością, młodość ze starością, polska tradycja z entuzjazmem młodych przybyłych z całego świata.

Krzyż i radość

IMG 20160726 182826Zamarliśmy na chwilę, kiedy papież potknął się na stopniach ołtarza podczas Mszy świętej jubileuszowej na Jasnej Górze. Na szczęście upadek nie był groźny i szczęśliwie Ojciec Święty mógł dalej przewodniczyć uroczystości.

Podczas kolejnego dnia Światowych Dni Młodzieży Franciszek opuścił Kraków i udał się do duchowej stolicy Polski, aby zamknąć obchody Jubileuszu 1050-lecia Chrztu Polski.

„Myśląc o darze tysiąclecia obfitującego wiarą, wspaniale jest przede wszystkim podziękować Bogu, który podążał z waszym narodem, biorąc go za rękę, tak jak ojciec bierze za rękę swojego syna i towarzysząc mu w wielu sytuacjach – mówił w homilii. -  Także jako Kościół jesteśmy powołani, by to zawsze czynić: słuchać, angażować się i stawać się bliskimi, dzieląc radości i trudy ludzi, aby Ewangelia była postrzegana bardziej konsekwentnie i przynosiła większe owoce: przez pozytywne promieniowanie, poprzez przejrzystość życia.”

Obraz towarzyszącego ojca był szczególnie wymowny w tym dniu, gdy u Matki wokół Ojca Świętego zgromadziła się niezwykle liczna rzesza „rodziny rodzin” jak zwykł o narodzie mówić Prymas Tysiąclecia, kard. Stefan Wyszyński.

Druga rzesza, tym razem przychodząca z prawie dwustu krajów z sześciu kontynentów witała Franciszka na krakowskich Błoniach tego samego dnia po południu. Mimo deszczowej aury entuzjazm sięgał zenitu, a powiewające i przy ołtarzu i wśród ludzi różnokolorowe flagi dawały znać o rzeczywiście powszechnym wymiarze tego spotkania. Kościół w Polsce, ze swoją tysiącletnią tradycją spotkał się z Kościołem młodych. A Papież? Do przygotowanej wcześniej homilii dołożył dużo spontanicznych refleksji, między innymi jedną dotyczącą... upadku i powstania.

„Chrystus pomaga nam podnosić wzrok i marzyć o rzeczach wzniosłych – mówił Franciszek i zaraz potem oderwał wzrok od kartki, by dodać: Ale Ojcze - ktoś mógłby powiedzieć -  tak trudno jest myśleć o rzeczach wzniosłych. Tak trudno jest się wspinać, być ciągle w drodze na szczyt.  Ojcze, ja jestem słaby, upadam, staram się, ale wiele razy mi nie wychodzi. Alpiniści kiedy się wspinają na szczyt, śpiewają piękną pieśń, która brzmi tak:  w sztuce wspinania, nie chodzi o to, żeby nie upadać, ale żeby nie pozostawać w upadku. Jeżeli jesteś słaby, jeśli upadasz, podnieś wzrok w górę, tam jest wyciągnięta ręka Jezusa, który mówi: podnieś się i idź za mną.  Ale ile razy?  Piotr zapytał Jezusa: ile razy? Siedemdziesiąt siedem razy. Jezus wyciąga rękę zawsze wtedy, kiedy upadamy. Zrozumieliście?”

Chyba zrozumieli, bo reakcja na te słowa była bardzo żywa.

Choć homilia nie należała do najkrótszych to papież wcale nie zmęczył się rozmową z młodzieżą. Mądrych rad udzielał także z okna na Franciszkańskiej, gdzie z kolei mówił o małżeństwie:

Opowiadał m.in., że kiedy rozmawia z młodą dziewczyną lub chłopakiem, którzy są po ślubie, mówi: "Oto są ludzie, którzy mają ogromną odwagę". - Dlatego że dzisiaj nie jest łatwo stworzyć rodzinę. Nie jest łatwo całe swoje życie oddać drugiemu, żeby związać się na całe życie trzeba mieć odwagę i dlatego wam gratuluję, bo jesteście ludźmi odważnymi.

Rada papieża na udane życie małżeńskie była prosta. Należy często stosować trzy słowa: pozwól, dziękuję, przebacz.

Prośba o przebaczenie jest najtrudniejsza – zaznaczył Franciszek. - W małżeństwie nie da się uniknąć popełniania błędów, trzeba jednak umieć je uznać, przyznać się i prosić o przebaczenie.

Papież nie ukrywał, że życie małżeńskie jest trudne i małe sprzeczki, podniesiony głos a nawet to, że "czasem idą w ruch garnki, czy naczynia" są czymś "w pewien sposób naturalnym". – „Nie wpadajcie w panikę, gdy to się zdarza – mówił. - Proszę, nigdy nie kończcie dnia bez prośby o zgodę. Pamiętajcie, że zimna wojna przeciągnięta na następny dzień jest bardzo niebezpieczna.”

Każde wydarzenie tego niezwykłego dnia przypominało, że radość ma korzenie w kształcie krzyża. Jakimś wymownym symbolem tej prawdy był podarunek jaki otrzymał Franciszek na zakończenie jasnogórskich uroczystości. Był to krzyż zrobiony z drzewa pochodzącego dokładnie z roku 966 – roku Chrztu Polski.

Milczenie jak krzyk

Ten dzień był zupełnie inny od poprzedniego. W czwartek aura  kaprysiła: niebo pochmurne, od czasu do czasu padał rzęsisty deszcz. Ale wśród młodzieży duch był gorący, co również udzielało się Ojcu Świętemu. Tymczasem w piątek przed południem pogoda była piękna, co jeszcze bardziej kontrastowało z ponurym krajobrazem obozów koncentracyjnych – Auschwitz 1 i potem Auschwitz 2 Birkenau.

W dynamice Światowych Dni Młodzieży piątek poświęcony jest rozważeniu tajemnicy Krzyża – spotkaniu z cierpieniem.

Wizyta Ojca Świętego w Auschwitz była przejmująca przede wszystkim z powodu ciszy. Papież Franciszek postanowił, że w tym miejscu będzie milczeć i była to decyzja profetyczna.

W Auschwitz, po przekroczeniu bramy z szyderczym napisem „Arbeit macht frei” Ojciec Święty  usiadł na ławeczce i  modlił się prawie kwadrans. Było to miejsce, w którym niegdyś grała orkiestra obozowa. Grali marsze, aby więźniowie równo wchodzili do obozu. Potem podszedł do słupa szubienicy, na której tracono skazanych. Ucałował go. Trudno było w tym momencie nie pomyśleć o Krzyżu, który był narzędziem kaźni, a dzięki ofierze Chrystusa stał się znakiem wyzwolenia człowieka. Papież wszedł na teren między blokiem 10 a 11, gdzie znajduje się ściana straceń. Przy niej zapalił lampę – swój dar dla Muzeum Pamięci. Odwzorowano na niej fragmenty ruin, z których wyłaniają się elementy flory i fauny. Oznacza to odkupienie historii ludzkiej dzięki zmartwychwstaniu Chrystusa. Na lampie znajduje się też symboliczne serce Jezusa, z którego wyłania się ogień miłosierdzia. To wezwanie do głoszenia chrześcijańskiego świadectwa na świecie.

Wreszcie moment szczególny: Ojciec Święty schodzi do celi, w której oddał życie św. Maksymilian Maria Kolbe. Franciszek usiadł sam i pozostał w niej kilka minut. Biała postać papieża w tym pogrążonym w mroku miejscu stała się jeszcze jednym znakiem światła, które rozprasza ciemności.

Do Birkenau papież dotarł samochodem, z którego wysiadł przed bramą śmierci. Tą bramą wjeżdżały pociągi z przeznaczonymi na zagładę. Ojciec Święty przeszedł przez nią pieszo, by potem specjalnym pojazdem udać się wzdłuż rampy do Pomnika Pamięci.

I tam panowała cisza. Franciszek przeszedł wzdłuż rzędu tablic upamiętniających narody, których obywatele zginęli w Auschwitz-Birkenau. Zatrzymał się przed obeliskiem – symbolem komina krematorium. I wtedy jedyny raz cisza została przerwana. Najpierw rabin po hebrajsku zaśpiewał a potem ksiądz po polsku przeczytał Psalm 130:

Z głębokości wołam do Ciebie, Panie, 
o Panie, słuchaj głosu mego! 
Nakłoń swoich uszu 
ku głośnemu błaganiu mojemu! 
Jeśli zachowasz pamięć o grzechach, Panie, 
Panie, któż się ostoi? 

Ale Ty udzielasz przebaczenia, 
aby Cię otaczano bojaźnią. 
W Panu pokładam nadzieję, 
nadzieję żywi moja dusza: 
oczekuję na Twe słowo. 
Dusza moja oczekuje Pana 
bardziej niż strażnicy świtu, 
<bardziej niż strażnicy świtu>

Niech Izrael wygląda Pana. 
U Pana bowiem jest łaskawość 
i obfite u Niego odkupienie. 
On odkupi Izraela 
ze wszystkich jego grzechów. 

Dzień wcześniej przyjaciel Franciszka, rabin Abraham Skórka wyjaśniał motywy papieskiej decyzji, aby w tym miejscu nie wygłaszać żadnych przemówień. „5 lipca, w moje urodziny zadzwonił do mnie – mówił rabin – i powiedział, że będzie milczał. U Franciszka gesty są ważniejsze iż słowa. I to milczenie zawiera bardzo ważny przekaz: w obliczu ludzkiego cierpienia żadne słowa nie są wystarczające”.

Piątkowa pielgrzymka śladami Krzyża zaprowadziła potem Ojca Świętego do szpitala dziecięcego w Prokocimiu i na Błonia, gdzie uczestniczył w Drodze Krzyżowej. Jej czternaście stacji związano z czternastoma uczynkami miłosierdzia – względem ciała i względem duszy. Sam Franciszek w czasie tych Dni Młodzieży miał planowane i nieplanowane okazje do ich świadczenia. „Chorych nawiedzać” – to była niespodziewana wizyta u emerytowanego arcybiskupa Krakowa, kard. Franciszka Macharskiego. „nieumiejętnych pouczać” – to z kolei rady o małżeństwie z okna.  

Z tego samego okna – już po raz ostatni w czasie pobytu w Polsce – Ojciec Święty podsumował dzień:

 "Ileż tam bólu, ileż cierpienia... – mówił o swojej wizycie w Auschwitz-Birkeau - Czy to możliwe, byśmy my, ludzie, stworzeni na podobieństwo Boga, byli zdolni do tak straszliwych uczynków? Jednak to się stało."
„W dzisiejszym świecie wciąż istnieje okrucieństwo – dodał.-  Możemy mówić, że widzieliśmy okrucieństwo sprzed 70 lat, ludzi, którzy umierali rozstrzelani, w komorach gazowych. Jednak dziś w tylu miejscach na świecie, gdzie toczy się wojna, dzieje się dokładnie to samo. Tak wygląda rzeczywistość.”

Ojciec Święty powiedział, że Jezus przybył, by na własnych barkach dźwignąć nasze grzechy i prosi o modlitwę. "Módlmy się za wszystkich Jezusów, którzy są na świecie za wszystkich głodnych, spragnionych, wątpiących, chorych, którzy są sami, tych którzy czują ciężar wątpliwości i winy".

 

Drewniaki, kanapa i buty

IMG 20160730 210709„Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie” – te słowa papieża Franciszka natychmiast zwróciły uwagę i młodych i mediów. W czasie wieczornego czuwania na Campus Misericordiae Ojciec Święty mówił o niebezpieczeństwie, które grozi współczesnemu człowiekowi, ale mówił też o zadaniu, które staje przed młodym pokoleniem. „Czasy w których żyjemy nie potrzebują młodych kanapowych, ale młodych ludzi w butach, najlepiej w butach wyczynowych” – mówił papież.

Trudno było nie pomyśleć o innych butach i innym młodym człowieku, który w dramatycznych latach okupacji hitlerowskiej przemierzał szlak z Solvayu, przez Łagiewniki na Dębniki w zwykłych drewniakach. Podczas ostatniego swojego pobytu w Krakowie, po konsekracji Bazyliki Miłosierdzia Bożego w 2002 roku powiedział:

„Wiele wspomnień związanych jest z tym miejscem; przychodziłem tutaj w czasie okupacji, gdy pracowałem w pobliskim Solvayu – mówił Jan Paweł II. - Przychodząc na różne zmiany, przychodziłem w drewnianych butach - takie się wtedy nosiło. Jak można sobie wyobrazić było, że ten człowiek w drewniakach kiedyś będzie konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego… w krakowskich Łagiewnikach!”

Ten przedostatni dzień wizyty Franciszka w Polsce wiódł – niejako symbolicznie – od łagiewnickiego sanktuarium Miłosierdzia Bożego, przez położone nieopodal sanktuarium św. Jana Pawła II „Nie lękajcie się” do Brzegów, które zgromadziły milionową rzeszę młodych pielgrzymów na wieczornym czuwaniu.

Chyba najbardziej wymownymi znakami, który uczynił Franciszek w pierwszym z tych miejsc były: przejście przez Bramę Miłosierdzia i udzielenie sakramentu spowiedzi grupie młodych ludzi. Potem papież przejechał na tzw. Białe Morza. Nazwa ta bierze się od koloru surowców, z których produkowano sodę. Tam – w zakładach „Solvay” pracował Karol Wojtyła i wtedy właśnie rodziło się jego powołanie kapłańskie. Nic zatem dziwnego, że zgromadzili się tam księża, zakonnicy i zakonnice, aby uczestniczyć we Mszy św., której przewodniczył Ojciec Święty. Odprawiana ona była według formularza z Niedzieli Miłosierdzia Bożego, w czasie której czytana jest ewangelia o Tomaszu, który spotyka Jezusa po zmartwychwstaniu.

„W ostatnim wersie, który usłyszeliśmy, mowa jest o księdze: chodzi o Ewangelię, w której nie opisano wielu innych znaków dokonanych przez Jezusa – mówił papież.-  Możemy zrozumieć, że po wielkim znaku Jego miłosierdzia, nie trzeba było dodawać już innego. Istnieje jednak pewne wyzwanie, jest miejsce na znaki dokonane przez nas, którzy otrzymaliśmy Ducha miłości i jesteśmy powołani do szerzenia miłosierdzia. Można powiedzieć, że Ewangelia, żywa księga Bożego miłosierdzia, którą trzeba nieustannie czytać i odczytywać na nowo, ma wciąż na końcu białe karty: pozostaje księgą otwartą, do której pisania jesteśmy powołani – tym samym stylem, to znaczy wypełniając dzieła miłosierdzia.

 Pytam was, drodzy Bracia i Siostry, jak wyglądają karty księgi każdego z was? Czy są codziennie zapisywane? Czy są trochę zapisywane, a trochę nie? Czy może są puste? Niech nam w tym pomoże Matka Boża: Ona, która w pełni przyjęła Słowo Boże w życiu (por. Łk 8, 20-21), niech da nam łaskę bycia żyjącymi pisarzami Ewangelii.”

Wieczór na Campus Misericordiae był jakby przedłużeniem tych słów, skierowanych już nie tylko do duchownych, ale do całej tej rzeszy młodych, którzy przybyli do Krakowa w poszukiwaniu. Czego? A raczej Kogo? Pewnie wielu z nich nad tym się nie zastanawiało, wielu powoli do tego pytania dochodziło, tak jak dochodzili – na piechotę – wędrując przez kilka godzin z Krakowa do Brzegów. Tam ten dzisiejszy młody lud wybrany rozłożył się obozem wokół ołtarza z gigantycznym krzyżem, olbrzymim obrazem Jezusa Miłosiernego i mniejszymi, skromnie umieszczonymi z boku wizerunkami św. Faustyny i św. Jana Pawła II.

Franciszek był jak zwykle konkretny:

„Przyjaciele, Jezus jest Panem ryzyka, tego wychodzenia zawsze „poza”. Jezus nie jest Panem komfortu, bezpieczeństwa i wygody. Aby pójść za Jezusem, trzeba mieć trochę odwagi, trzeba zdecydować się na zamianę kanapy na parę butów, które pomogą ci chodzić po drogach, o jakich ci się nigdy nie śniło, ani nawet o jakich nie pomyślałeś, po drogach, które mogą otworzyć nowe horyzonty, nadających się do zarażania radością, tą radością, która rodzi się z miłości Boga, radością, która pozostawia w twoim sercu każdy gest, każdą postawę miłosierdzia. Pójść na ulice naśladując „szaleństwo” naszego Boga, który uczy nas spotykania Go w głodnym, spragnionym, nagim, chorym, w przyjacielu, który źle skończył, w więźniu, w uchodźcy i w imigrancie, w człowieku bliskim, który jest samotny”. 

W całkowitej ciszy wystawiono Najświętszy Sakrament. W zapadającym zmroku rozbłysły setki tysięcy świec. Słowo rzucone przez papieża na młodą glebę zaczęło pracować.

Dziennik podróży do źródeł miłosierdzia

IMG 20160730 182332"W grudniu przed świętami, pracując nad projektem ornatów na ŚDM dowiedziałem się, że część komórek w moim organizmie postanowiła się zbuntować i narobiła trochę zamieszania. Zbuntowały się i pojechały po bandzie, bo przekształciły się w nowotwór złośliwy" – te słowa Macieja Cieśli przeczytane przez jego brata Michała usłyszał papież Franciszek podczas spotkania z 15 tysiącami wolontariuszy w ostatnim dniu Światowych Dni Młodzieży w Krakowie.

O zmarłym 2 lipca grafiku – wolontariuszu SDM – usłyszeliśmy z ust samego Ojca Świętego, gdy po raz pierwszy wyszedł do okna na Franciszkańskiej 3. Teraz Maciek przemówił do papieża, do młodych zgromadzonych w Tauron Arena i do nas wszystkich.

"Okazało się, że ta odmiana raka bardzo mnie lubi - pisał. - Postanowiła pozwiedzać mój organizm i dodatkowo najechać moje płuca, liczniej niż Polacy najeżdżają na Chorwację podczas wakacji"

Dziękował za modlitwy i Msze święte w jego intencji, wyznawał, że modli się o cud. „Wielu z nas marzy o wielkich karierach, dużej rodzinie i sławie, samochodzie, awansie – słuchali wzruszeni młodzi i nie mniej od nich poruszony Franciszek. – Ja od pół roku mam tylko jedno marzenie: chciałbym po prostu żyć. Chciałbym spędzić z wami kolejne ŚDM".

Czy to świadectwa, czy konieczność skrócenia przedłużającego się spotkania sprawiły, że papież zmienił plan i odłożył przygotowane wcześniej przemówienie stwierdzając, że jest ono nudne. W spontanicznej wypowiedzi po hiszpańsku nawiązał do słów powitania biskupa Damiana Muskusa, koordynatora SDM.

„ Biskup w trakcie swojego wystąpienia powiedział Wam - nie wiem czy zrozumiecie to słowo - un piropo, komplement. Zrozumieliście? Powiedział Wam komplement. Że jesteście nadzieją przyszłości. To prawda, ale pod dwoma warunkami”.

Te warunki to pamięć i odwaga.

„Młody człowiek pozbawiony pamięci nie jest nadzieją przyszłości” – mówił papież zalecając, aby młodzi rozmawiali ze swoimi dziadkami i osobami starszymi korzystając z ich wielkiej mądrości.

„Drugi warunek – ciągnął Ojciec Święty. – Skoro jestem nadzieją przyszłości i pamiętam o przeszłości, to zostaje teraźniejszość.

Jaki mam być  w teraźniejszości? Masz być odważny, śmiały, nie przestraszyć się. Wysłuchaliśmy świadectwa, pożegnania, będącego pożegnaniem świadectwa naszego kolegi, którego pokonał rak. Chciał być tutaj z nami, ale nie udało mu się. Jednak był odważny: z odwagą stawił czoła i z odwagą dalej walczył, mimo najgorszych z możliwych okoliczności. Tego młodego człowieka nie ma tu dzisiaj, jednak ten młody człowiek zasiał nadzieję na przyszłość. Zatem, w teraźniejszości: odwaga i śmiałość. Jasne?”

Całe spotkanie odbyło się w obecności krzyża Światowych Dni Młodzieży oraz przywiezionego z Kalwarii Zebrzydowskiej cudownego wizerunku Najświętszej Maryi Panny, tego samego przy którym wiele razy modlił się Lolek, biskup i kardynał Karol oraz papież Jan Paweł II. Po raz ostatni – w sierpniu 2002, gdy przybył do Krakowa, aby kosekrować Bazylikę Miłosierdzia Bożego w Łagiewnikach Było to dwa tygodnie po Toronto, gdzie odbyły się ostatnie SDM z Janem Pawłem II.

 Tamto spotkanie, podobnie jak obecne w Krakowie było naznaczone lękiem. Po zamachu 11 września liczba rejestracji gwałtownie spadła, podobnie stało się teraz po zamachach terrorystycznych w zachodniej Europie. Gdy Maciek Cieśla walczył z nowotworem wydawało się, że olbrzymia przestrzeń w Brzegach (skrytykowana jeszcze mocno pod kątem bezpieczeństwa) będzie za wielka dla topniejącej liczby uczestników SDM. A jednak w niedzielny poranek dwa i pół miliona młodych ludzi wzięło udział w Mszy posłania. Wśród nich “Siewcy Lednicy” osieroceni przez zmarłego na trzy dni przed wigilią ojca Jana Górę. Byli oni jakby żywym potwierdzeniem owoców tamtych pierwszych Dni Młodzieży w Polsce, a jednocześnie żywym dowodem pamięci, która sięga w przyszłość.

Święty Patron i inicjator SDM sam dał dowód tego, czym jest odwaga, o której mówił jego obecny następca. Od słów „Nie lękajcie się” na progu pontyfikatu, przez zamach po heroiczne odchodzenie z tego świata dał młodzieży inspirację, która trwa. Inspiracja ta u źródła ma dwa wezwania: do wiary, która przezwycięża lęk – „Jezu ufam Tobie” i do pamięci – „Maryjo, jestem, pamiętam, czuwam”.

Dziś dziedzictwo to przejmuje młodzież – obecna w Krakowie, modląca się, służąca (jak wolontariusze) i cierpiąca jak Maciek. Dlatego przekazanie symbolicznej iskry miłosierdzia przedstawicielom wszystkich kontynentów na zakończenie Mszy posłania nie było tylko gestem czy zachętą. Była to nasycona treścią obietnica, że stąd wyjdzie iskra, która przygotuje świat na ostateczne przyjście Pana Jezusa.