(Tak Rodzinie 06/2108)

 „Anna cierpi i to cierpienie popycha ją w przepaść” – pomyślał Karol Wojtyła pochylając się nad rękopisem. Pisząc „Przed sklepem jubilera” miał przed oczami wiele nieszczęśliwych małżeństw, które zapomniały o tym, że miłość trzeba pielęgnować jeszcze bardziej po ślubie niż przed nim. „Czy my naprawdę o tym przypominamy?” – zastanawiał się. Księża wciąż byli przeświadczeni, że wystarczy ludziom mówić, że rozwód to grzech. Ale to już od dawna nie wystarczało.

Wrócił do pisania. Usiłował wyobrazić sobie tę kobietę, Annę, przekonaną, że miłość jej młodości umarła. Jest na ulicy, obok niej zatrzymuje się samochód.

„Przystanęłam i wzrok utkwiłam w modelu, w szybie, w człowieku. Pamiętam, jak Stefan mówił: Kochana, kiedyś kupię samochód, będziemy sunąć w nieznane, piękni, wytworni. Mężczyzna spojrzał. Podeszłam. Opuścił niżej szybę. Głos miał niski i ciepły, gdy przemówił: czy pani pozwoli?”

Pewnie Anna skorzystałaby z zaproszenia, gdyby nie pojawiła się tajemnicza postać – Adam:

„Przyszedłem cię obudzić. Zdaje mi się, że zdążyłem na czas.”

Zanik miłości między dwojgiem kochających się niegdyś ludzi Wojtyła porównywał do duchowego snu, swoistego letargu, w którym człowiek nie jest w stanie dostrzec tego, co najważniejsze – że bez względu na ludzkie uczucia między nim a nią jest jeszcze ktoś – Oblubieniec, Chrystus, który połączył ich niegdyś w sakramentalnym związku i cały czas w nim jest. Anna – „obudzona” przez Adam zobaczy nadchodzącego Oblubieńca i ku swemu przerażeniu zobaczy, że ma on twarz jej męża, Stefana.

„Zobaczyłam twarz, której nienawidzę, i zobaczyłam też twarz, którą powinnam miłować. Dlaczego wystawiasz mnie na taką próbę?”

Adam odpowie:

„W twarzy Oblubieńca każdy z nas odnajduje podobieństwo twarzy tych, w których uwikłała nas miłość po tej stronie życia i egzystencji. Wszystkie są w Nim.”

Małżeństwo Anny i Stefana wydało owoc. Mieli dzieci, w tym córkę Monikę. Drugie małżeństwo bohaterów dramatu Wojtyły, Teresy i Andrzeja także miało potomka – Krzysztofa. Zakończyło się ono jednak przedwcześnie z powodu śmierci Andrzeja na wojnie. Drogi Moniki i Krzysztofa skrzyżowały się – połączyła ich miłość. Trafili do tego samego jubilera,  u którego byli ich rodzice. Patrzy na nich Anna:

„Młodzi zmienili obrączki – i stąd poszli wziąwszy się za ręce.

My pozostaliśmy w tyle...

Pamiętam, okno tego sklepu niegdyś stało się dziwnym zwierciadłem,

chłonęło naszą przyszłość aż do tego momentu, w którym

zaczynała się tajemnica. Tajemnica czy niewiadoma?

Nam wystarczyło tyle. Miłość była silniejsza od lęku.

A oni dziś poszli przed siebie. Nie spojrzeli na swoje odbicie

w zwierciadle tej dziwnej szyby, nie sondowali przyszłości.

Tajemnica czy niewiadoma zacznie się dla nich od razu?

Idąc, Krzysztof przygarnął jej ramię. Chciał przetworzyć wspomnienia

                                                                                                          rodziców.”

Siła sakramentu

Swoje dawne literackie zamiłowania i umiejętności biskup Karol Wojtyła wykorzystał, by pokazać na czym polega letarg prowadzący do małżeńskiego kryzysu. Przeszło dwie dekady po napisaniu „Przed sklepem jubilera” na koniec Mszy świętej dla małżeństw i rodzin w Szczecinie, Jan Paweł II zachęcił małżonków do powtórzenia słów małżeńskiej przysięgi, odkrywając prostą receptę na zachowanie świeżości ich miłości:

Proszę więc, abyście za chwilę powtórzyli te słowa, które idą z wami przez wszystkie dni tego życia, aż do śmierci! Powtórzcie, aby odnowić w waszych sercach ich zbawczą moc. Powtórzcie, aby odnowić łaskę sakramentu, która została wam dana w dniu zaślubin — i która stale jest wam dawana, jeśli jej szukacie. Jeśli z nią współpracujecie. Powtórzcie...

I „niech sercami waszymi rządzi ten Chrystusowy pokój” (por. Kol 3, 15), którego „świat dać nie może” (por. J 14, 27). Chrystus sam daje ten pokój tym, którzy go całym sercem szukają.