Jan Paweł II: Kronika pontyfikatuSanto subito


Piękny, górski pejzaż:  skałki, soczysta zieleń trawy. Na kamienistą ścieżkę wkracza biały pielgrzym. Jan Paweł II w papieskiej sutannie, z kijem wędrowca w dłoni, w sportowych adidasach na nogach. Data: 1978. Duży napis: Non abbiate paura – Nie lękajcie się. I podpis: Joannes Paulus II.

Ten niezwykły obraz pojawił się na oficjalnej stronie internetowej Stolicy Apostolskiej po śmierci Papieża z Polski.

Ścieżka wiedzie w górę. Pojawiają się przy niej kolejne lata pontyfikatu. Skał przybywa, trawy jest coraz mniej. Na samym końcu drogi, na najwyższym ze szczytów stoi krzyż. Przy nim – jeszcze na tle gór – data 2004. Nieco wyżej, już na tle nieba – 2005.

„Pójdź za Mną”

„W tym wezwaniu, skierowanym po Zmartwychwstaniu Chrystusa do Szymona Piotra, Chrystusowy rozkaz ‘Ty pójdź za Mną’ ma podwójne znaczenie. Jest wezwaniem do służby i jest wezwaniem do śmierci” – powiedział Karol Wojtyła 8. października 1978 roku. Mówił to w czasie Mszy św. za spokój duszy papieża Jana Pawła I w kościele polskim w Rzymie. Po tygodniu na nim samym spełniła się pierwsza zapowiedź. Po dwudziestu sześciu z górą latach – druga.

Do śmierci przygotowywał się już od początku pontyfikatu. Gdy Polska szykowała się na pierwsze spotkanie z Rodakiem on pisał: „Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan wasz przybędzie" (por. Mt 24, 42) - te słowa przypominają mi ostateczne wezwanie, które nastąpi wówczas, kiedy Pan zechce. Pragnę za nim podążyć i pragnę, aby wszystko, co składa się na moje ziemskie życie, przygotowało mnie do tej chwili.” To pierwsze słowa jego testamentu, który zaczął spisywać w marcu 1979 roku. Nie wiem, kiedy ona nastąpi, ale tak jak wszystko, również i tę chwilę oddaję w ręce Matki mojego Mistrza: Totus Tuus.

„Ta chwila” przyszła w sobotę – dzień Maryi. Była to zarazem pierwsza sobota miesiąca – nabożeństwo pierwszych sobót rozwinęło się pod wpływem objawień fatimskich, z którymi Jan Paweł II był tak związany od zamachu 13 maja 1981.

Wszystkim dziękuję. Wszystkich proszę o przebaczenie. Proszę także o modlitwę, aby Miłosierdzie Boże okazało się większe od mojej słabości i niegodności.
    

Wielki Tydzień Papieża

kończył się w wigilię ustanowionego przez niego święta Miłosierdzia. Tuż przed śmiercią Ojca Świętego arcybiskup Stanisław Dziwisz odprawił u jego łoża Mszę wigilii tej uroczystości.

„Twarz cierpiącego pojawiła się nieoczekiwanie jako twarz kogoś uśmiechniętego, skłoniona w stronę poduszki, która wyglądała - ja wiem? - jak baranek czy owieczka, i uśmiechnięty tak stygnął – mówi ks. prof. Tadeusz Styczeń, uczeń i wychowanek Karola Wojtyły, który tego wieczora czuwał przy Papieżu. – (...) Ciągle widziałem - i uważam, że chyba lepiej ode mnie siostry zakonne, siostra pielęgniarka, odczytywały ten uśmiech, który jak gdyby nie konał, ale pozostawał żywy, coraz bardziej wymowny. Tracił linię, charakter poduszki, na której oparło się oblicze zmarłego i wyglądało, jak gdyby spotkanie ocalonej owieczki czy ocalonego baranka. (...) Oto wykonał wielkie zadanie ten, któremu powierzono zadanie pasterza, ze względu, na które to zadanie jednak Bóg Ojciec postawił mu skrajnie wielkie wymagania. Chodzi o to, żeby wyrównać wielkość sprzeniewierzenia się tych owieczek w taki sposób, żeby trafiło to do nich, żeby wiedziały, na czym polega ich odkupienie.”

„Owce” czuwały. Na Placu Św. Piotra blisko 100 tys. ludzi odmawiało różaniec. Miliony łączyły się z tym miejscem przez telewizję. Nasze oczy kierowały się w stronę trzech oświetlonych okien na ostatnim piętrze pałacu apostolskiego.
Wiadomość nadeszła tuż przed dziesiątą wieczorem. Dziennikarze otrzymali SMS-y polecające im zajrzeć do skrzynek mailowych. Tam znaleźli informację: „Ojciec Święty umarł dziś wieczorem

o 21.37

w swym apartamencie".

Tuż przed dziesiątą arcybiskup Leonardo Sandri, ten sam, który ostatnio użyczał głosu Papieżowi czytając jego teksty powiedział zgromadzonym na Placu Św. Piotra wiernym: "Nasz najukochańszy Jan Paweł II powrócił do Domu Ojca"
Na placu zaległa cisza. A potem przez przestrzeń ogarniętą niby ramionami przez kolumnadę Berniniego przetoczyły się oklaski – u Włochów to wyraz najwyższego szacunku. Ludzie uklękli.

Ból nas połączył. W Polsce setki tysięcy osób przeszły przez ulice miast. Zwoływali się SMS-ami i mailami bez żadnej odgórnej zachęty. Białe Marsze zaczynały się wieczorem, kończyły o 21.37. W Krakowie tłum zablokował drogę, przez którą nie mogła przejechać taksówka wioząca do szpitala rodzącą kobietę. Matka rodziła w karetce stojącej niepodal Kurii. „Na drugie będzie miał Karol” – powiedziała, gdy okazało się, że to chłopiec.

W Rzymie do Bazyliki Św. Piotra, gdzie na katafalku spoczęło ciało papieża ustawiła się największa kolejka w dziejach. Stali po kilkanaście godzin, aby przez sekundę spojrzeć na twarz Ojca. Cztery dni i cztery noce rzeka ludzi płynęła ku Bazylice. Zabrakło im czasu. W czwartek wieczorem Bazylikę zamknięto. W piątek rano prosta cyprysowa trumna z ciałem Ojca Świętego spoczęła na Placu Św. Piotra, w tym samym miejscu, z którego za życia głosił swoje cotygodniowe katechezy. Na początku Mszy pogrzebowej na trumnie położono otwartą księgę Ewangelii. Silny wiatr zaczął przerzucać kartki, aż w końcu zamknął i okładkę.
Przypomniało się znane powiedzenie: „Są cztery ewangelie. Piątą każdy pisze własnym życiem”.

Jakie było to życie? Przybyli na pogrzeb nie mieli wątpliwości. Transparenty i okrzyki wołały o jedno: Santo subito! Święty natychmiast!